czwartek, 2 kwietnia 2015
Chapter 3 - "Jestem Francesca"
* * *
- Okej pójdę tam z tobą, ale pod jednym warunkiem - powiedziała blondyna z cwaniackim uśmiechem na twarzy.
- Mhh, słucham - powiedziałam pewnie.
- Umówię Cię ze znajomym, taka randka w ciemno co ty na to? - zawachałam się, zrobiła to specjalnie doskonale wie, że nienawidzę chłopaków. Zwykłe bydlaki , które chcą tylko jednego. Cała pewność siebie uszła ze mnie natychmiastowo, ale nie dałam tego po sobie poznać.
- Dobrze, umówię się z nim. Gdzie i kiedy? - z twarzy zszedł jej uśmiech i pojawiło się zdziwienie. Raz kozie śmierć, pójdę na tą randkę. Ale to tylko jednorazowa sytuacja, jedno spotkanie i po sprawie.
- W następną niedzielę pasuje Ci?
- Pasuje - nie, nie prawda wcale mi nie pasuje i nie mam ochoty tam iść - A teraz chodźmy. Przepuściłam ją w drzwiach i je zamknęłam po czym ruszyłam za Ludmiłą.
Szłyśmy uliczkami Madrytu. Gdyby ktoś popatrzył z boku wyglądałoby to tak jakbyśmy się nie znały. Ja szłam bliżej jezdni z głową lekko spuszczoną w dół rozmyślając. A Lu szła trochę wolniej za mną też intensywnie nad czymś myśląc.
W co ja się wpakowałam mogłam się trochę pomęczyć i, i tak Ludmiła zgodziłaby się iść do klubu. A tymczasem jestem zmuszona spotkać się z jakimś facetem.
Przystanęłam chwilę czekając na Lu, a skoro już o niej mowa to wydaje mi się, że przy mnie udaje normalną a tym czasem cały dzień jest jakaś nie obecna.
Patrzyłam na nią i próbowałam wyczytać cokolwiek z jej gestów. Powoli szła, a raczej człapała przed siebie, wzrok wlepiła w koniuszki lekko przemokniętych adidasów. Podniosłam wzrok na jej twarz, brwi zmarszczone i usta wykrzywione w grymas mówiły same za siebie. Nim się zorientowałam stanęła koło mnie. Spojrzałam w jej oczy nie było tam tych wesołych ogników, które tak w niej lubiłam. Muszę coś zrobić nienawidzę jej takiej smutnej.
- Coś się stało, że mi się tak przyglądasz? - no tak od kilku minut stoję i się na nią gapię.
- Nie wszystko w porządku, tylko wydaje mi się, że coś cię gnębi. Gdybyś chciała pogadać to wiesz - posłałam jej delikatny uśmiech - mi możesz powiedzieć.
- Zapewniam Cię, że to nic poważnego. Tylko muszę przemyśleć kilka spraw. - Uśmiechnęła się szeroko i tego mi brakowało zapewniania, że jest dobrze. jej wspaniały uśmiech utrwalił mnie w przekonaniu, że tak jest.
Pchnęłam drzwi i weszłam do środka od razu do moich nosdrzy dotarł zapach alkocholu i papierosów. Dziwne, ale tym razem mi on nie przeszkadzał. Kilka porządnych drinków na pewno dobrze zrobi i mi i Luci.
Ruszam w kierunku wolnej loży i powoli opadam na kanapę. Koło mnie siada Ludmiła i rozgląda się dookoła. Postanawiam rozluźnić trochę atmosferę i idę po mocne drinki. Składam zamówienie i opieram się o wysokie krzesło za mną. Czuję nagle jak krzesło się przesuwa, a ja lecę za nim. Upadam na krzesła i czuję silny ból w plecach. Usiłuję się podnieść co kończy się kolejnym bolesnym upadkiem. Nie dam rady się podnieść ból jest za mocny, zrozpaczona szukam wzrokiem kogoś kto mógłby mi pomóc, Niestety nikogo nie dostrzegam, wszyscy tańczą i nie zwracają na mnie uwagi. Chyba muszę zaczekać aż Ludmiła zorientuje się, że mnie nie ma. Bo wątpię żeby ktoś inny mi pomógł...
Rozglądam się jeszcze raz i widzę dziewczynę mojego wzrostu zbliżającą się do lady. Staje nade mną i kuca. Podaje mi rękę, którą łapię i z trudem się podnoszę. No nareszcie ktoś normalny , staje na własnym nogach i znów czuję okropny ból. Próbuję posłać jej uśmiech, ale zamienia się w grymas bólu.
- Jestem Francesca mogłabym Ci jakoś pomóc? - przedstawia się grzecznie i łapie mnie delikatnie za ramię
- Violetta - podałam jej rękę i tym razem udaje mi się wymusić uśmiech - Naprawdę dziękuję gdyby nie ty pewnie leżałabym tu do końca dnia.
- Nie musisz dziękować zawsze do usług - śmieje się. Słysząc jej śmiech sama się zaśmiałam. Opowiedziałam jej o tym jak znalazłam się na podłodze i razem ruszyłyśmy na poszukiwanie Ludmiły.
Wyszłam zdyszana z budynku i stanęłam koło Francesci.
- Nigdzie jej nie ma, szukamy już dwie godziny to na nic - mówię płaczliwie.
- Spokojnie znajdziemy ją. Może poprostu wróciła do domu. - Przytaknęłam i ruszyłyśmy w stronę postoju taksówek. Rzeczywiście Ludmiła mogła wrócić do domu jest strasznie nie cierpliwa, a mnie długo nie było.
* * *
Wiem , że znowu jest krótki, ale chciałam go dodać bo długo nie było rozdziału :)
sobota, 21 lutego 2015
Chapter 2 - "Myślałam, że zależy mu...".
Rozdział dedykuję Dominice Jeleń :)
* * *
Wygramoliłam się z jego uścisku i rzuciłam groźne spojrzenie.
W jego brązowych tęczówkach mogłam wyczytać wszystko, a teraz właśnie widziałam strach. Mimowolnie się zaśmiałam, ale szybko opamiętałam i spoważniałam.
- No Federico teraz się tłumacz mam nadzieję, że masz dobre wytłumaczenie - rzekłam charakterystycznie zarzucając włosy do tyłu.
- Ymm no ten.. Ja.. - mamrotał z zakłopotaniem.
- Wiedziałam
Odeszłam nie ukrywam było mi smutno. Myślałam, że zależy mu na tej przyjaźni najwyraźniej nie. Stanęłam pod blokiem i stałam jak słup wcale nie miałam zamiaru wchodzić. Niczego innego nie pragnęłam jak spotkania z Violą ona zawsze mnie wysłucha, zrozumie mam szczęście, że mam taką przyjaciółkę. Właśnie Violetta! Na śmierć zapomniałam, zabije mnie!
* * *
Siedziałam zniecierpliwiona w kawiarni i czekałam, aż Ludmiła raczy się pojawić jeśli w ogóle ma zamiar przyjść.
Mijały kolejne minuty, a jej nie było. Zła wychodziłam z kawiarni jak wpadłam na nikogo innego jak Lu. Posłała przepraszające spojrzenie siadając zdyszana w fotelu.
Wywnioskowałam z tego, że się śpieszyła.
- Co masz na swoje usprawiedliwienie?
- Federico - rzekła.
Zdziwiłam się strasznie czy mowa o tym właśnie Fede, o którym blondyna gadała prawie codziennie? Tyle przez niego cierpiała, a on tak nagle wraca. Nie pozwolę mu, żeby krzywdził moją przyjaciółkę.
- Federico?
- Tak Federico spotkałam go! - pisnęła przerażona.
- No nie co ten bydlak tym razem Ci zrobił. Już ja się z nim po liczę.
- Nie Violu musimy to załatwić sami. Ale obiecuję Ci, że jak mnie zdenerwuje to oddam go w twoje ręce. - powiedziała i mnie przytuliła.
- Jesteś wspaniałą przyjaciółką - ścisnęła mnie mocniej.
- Tak Lu ty też, ale dusisz - wysapałam i poczułam jak rozluźnia uścisk.
Po południu czytałam książkę, a Lucia chodziła po moim mieszkaniu i intensywnie nad czymś myślała. Zerknęłam na nią i odłożyłam "Idealną Chemię" Simon'a Elkels'a z mojego czytania i tak nici. Wiedziałam, że moją przyjaciółkę coś dręczy. Siedziałam i obserwowałam ją, chodząc w kółko wlepiała oczy w podłogę brwi zmarszczyła zaciskając zęby na dolnej wardze. Znam ją na wylot i wiem, że gdy się denerwuje gryzie wargi jakby myślała, że to coś pomoże.
- Chcesz porozmawiać, położyłam rękę na jej ramieniu ona nie odpowiedziała tylko smutno na mnie spojrzała i znów zaczęła wędrówkę. Okej nie raz miałam okazję oglądać zdołowaną Lu, ale ona nigdy się tak nie zachowuje. Trzeba będziesz coś na to poradzić, rzuciłam jeszcze wzrokiem na blondynkę i wyszłam.
* * *
Wiem ten rozdział jest straszny, ale chciałam szybciej dodać i wyszło z tego coś takiego...
Na razie rozdziały nie mają nic wspólnego z prologiem ale nie długo zacznie się dziać coś ciekawszego...
niedziela, 8 lutego 2015
Chapter 1 -" I na szczęście ciągle jest".
Rozdział dedykowany
Luccy i Digital
Dziękuje wam za naprawdę miłe słowa.
* * *
Luccy i Digital
Dziękuje wam za naprawdę miłe słowa.
* * *
Budzę się, poprawka budzi mnie cholernie głośny budzik. Wyłączam go poprzez zrzucenie z komody. Jestem okropnie zmęczona i zaspana, nie ma mowy o wstawaniu. Nie spałam pół nocy nie mogłam przestać myśleć o tym co usłyszałam w radiu. Czuję się jak idiotka kto normalny tak by się zamartwiał przecież ten człowiek jest w drugiej części miasta. Na pewno tu nie przyjedzie. Uspokoiłam się trochę ale czuje nadal, że coś się wydarzy i nie będzie to raczej dobre wydarzenie. Wzdycham i podnoszę się z niezadowoleniem z łóżka patrząc na wschodzące słońce. Najchętniej zostałabym cały dzień w łóżku, ale obiecałam Lud, że spotkamy się w kawiarni. Nie mogę jej wystawić już długo zwlekałam ze spotkaniem, zwykle ona mnie odwiedza jestem okropnym leniem w przeciwieństwie do mojej przyjaciółki. Śmiga wszędzie jakby miała motorek w dupie.Zresztą jakbym nie zjawiała się przez najbliższe 15 minut Lu sama by tu wparowała. Czasami strasznie mnie denerwuje mimo ,że chce dobrze. Wyciągam z szafy czarną Sukienkę po kolana od Armaniego i wkładam na nogi kremowe sandałki na koturnie do tego dobieram różne dodatki tego samego koloru. Idę do łazienki starając się by nie ulec pokusie i nie wrócić do ciepłego łóżka. - Zabije ją za to, że wyciąga mnie z domu tak wcześnie, przecież każdy normalny człowiek o tej godzinie w niedzielę smacznie sobie śpi.- mruczę pod nosem z niezadowoleniem i zrzucam z siebie spodenki koło, których po chwili ląduje koszulka. Wchodzę pod prysznic,wsmarowuje malinowy szampon we włosy i po chwili spłukuję pianę, namydlam swoje ciało brzoskwiniowym żelem pod prysznic i pozwalam, żeby strumyki wody same go zmyły. Wychodzę i ubieram przyszykowany wcześniej strój.
Jestem już na miejscu od ponad 15 minut, siedzę wygodnie w fotelu i czekam. Specjalnie wcześniej przyszłam, a ona się spóźnia. Daję jej dziesięć minut jak się nie zjawi wracam do domu.
Jestem już na miejscu od ponad 15 minut, siedzę wygodnie w fotelu i czekam. Specjalnie wcześniej przyszłam, a ona się spóźnia. Daję jej dziesięć minut jak się nie zjawi wracam do domu.
* * *
Szłam właśnie na spotkanie z Vils udało mi się ją wreszcie wyciągnąć z tego pudła zwanego domem. Nie rozumiem jej ja bym nie usiedziała w domu nic nie robiąc ani chwili a ona tak porafi bez przerwy. Wychodzi tylko gdy musi albo jak ją zmuszę.
Poczułam czyjąś rękę na mojej talii po chwili przyciągającą mnie do jej właściciela. Strasznie się przestraszyłam i nie kryłam tego zaczęłam się szarpać i piszczeć. Po chwili druga ręka znalazła się na moich ustach. Zostałam "odwrócona" i ujrzałam kogoś kogo najmniej się w tej chwili spodziewałam.
- Fede - pisnęłam jak jakaś wariatka, gdy go widzę końcówki moich ust unoszą się ku górze. Po chwili jednak poważnieje i mówię z grobową miną - Jak możesz mnie tak straszyć, dostałabym zawału. On śmieje się cicho i rozstawia ramiona. - Mi też miło Cię wiedzieć Lu - Wykrzywiam moje usta w coś na kształt grymasu i wtulam się w przyjaciela. Po tylu latach wrócił było mi bez niego tak cholernie źle. Co prawda była ze mną Violetta i na szczęście ciągle jest, ale to nie to samo. Z Federico znam się od dziecka. I mimo, że Violkę poznałam rok później to i tak nie zastąpiła mi go w stu procentach gdy wyjechał. Teraz się będzie musiał pomęczyć zanim mu wybacze lata nieobecności.
* * *
Oto rozdział pierwszy, wyszedł krótki, ale następny będzie dłuższy. Bardzo dziękuję za miłe komentarze.
Chciałam jeszcze dodać, że blog jest o Leonettcie lecz będzie pojawiać się też inna para :)
Poczułam czyjąś rękę na mojej talii po chwili przyciągającą mnie do jej właściciela. Strasznie się przestraszyłam i nie kryłam tego zaczęłam się szarpać i piszczeć. Po chwili druga ręka znalazła się na moich ustach. Zostałam "odwrócona" i ujrzałam kogoś kogo najmniej się w tej chwili spodziewałam.
- Fede - pisnęłam jak jakaś wariatka, gdy go widzę końcówki moich ust unoszą się ku górze. Po chwili jednak poważnieje i mówię z grobową miną - Jak możesz mnie tak straszyć, dostałabym zawału. On śmieje się cicho i rozstawia ramiona. - Mi też miło Cię wiedzieć Lu - Wykrzywiam moje usta w coś na kształt grymasu i wtulam się w przyjaciela. Po tylu latach wrócił było mi bez niego tak cholernie źle. Co prawda była ze mną Violetta i na szczęście ciągle jest, ale to nie to samo. Z Federico znam się od dziecka. I mimo, że Violkę poznałam rok później to i tak nie zastąpiła mi go w stu procentach gdy wyjechał. Teraz się będzie musiał pomęczyć zanim mu wybacze lata nieobecności.
* * *
Oto rozdział pierwszy, wyszedł krótki, ale następny będzie dłuższy. Bardzo dziękuję za miłe komentarze.
Chciałam jeszcze dodać, że blog jest o Leonettcie lecz będzie pojawiać się też inna para :)
wtorek, 13 stycznia 2015
Prologue
* * *
Zwlekłam swoje zwłoki z mojego wielkiego łoża i z nie chęcią poczłapałam do łazienki. Zsunęłam z siebie szybko piżamę i weszłam do kabiny uruchamiając przyciskiem radio. Już po chwili poczułam lodowatą wodę obmywającą moje ciało, natychmiastowo ją przestawiłam na ciepłą. Sięgnęłam po mój brzoskwiniowy żel pod prysznic gdy zaczęła lecieć moja ulubiona piosenka "I only wanna be with you" śpiewałam pod nosem razem z Lodovicą i nagle piosenka ucichła. Zaskoczona zaczęłam nasłuchiwać dlaczego. Po chwili usłyszałam komunikat.
-"Zboczeniec w Madrycie atakuje w centrum miasta straszy,obnaża się i gwałci takie słowa padają z ust mieszkańców miasta. Kobiety nie kryją przerażenia zawsze w torebce mają gaz pieprzowy unikają też wychodzenia wieczorem. Wciąż przychodzą nowe zgłoszenia o napadach".
Potem znów puścili piosenkę, ale ja już nie słuchałam bo rozmyślałam o tym co usłyszałam chwilę temu.
Na razie tylko taki króciutki prolog nie miałam na niego weny. Już niedługo rozdział 1. Mam nadzieję że będzie chodź jeden komentarz :)
Zwlekłam swoje zwłoki z mojego wielkiego łoża i z nie chęcią poczłapałam do łazienki. Zsunęłam z siebie szybko piżamę i weszłam do kabiny uruchamiając przyciskiem radio. Już po chwili poczułam lodowatą wodę obmywającą moje ciało, natychmiastowo ją przestawiłam na ciepłą. Sięgnęłam po mój brzoskwiniowy żel pod prysznic gdy zaczęła lecieć moja ulubiona piosenka "I only wanna be with you" śpiewałam pod nosem razem z Lodovicą i nagle piosenka ucichła. Zaskoczona zaczęłam nasłuchiwać dlaczego. Po chwili usłyszałam komunikat.
-"Zboczeniec w Madrycie atakuje w centrum miasta straszy,obnaża się i gwałci takie słowa padają z ust mieszkańców miasta. Kobiety nie kryją przerażenia zawsze w torebce mają gaz pieprzowy unikają też wychodzenia wieczorem. Wciąż przychodzą nowe zgłoszenia o napadach".
Potem znów puścili piosenkę, ale ja już nie słuchałam bo rozmyślałam o tym co usłyszałam chwilę temu.
Na razie tylko taki króciutki prolog nie miałam na niego weny. Już niedługo rozdział 1. Mam nadzieję że będzie chodź jeden komentarz :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

